Please update your Flash Player to view content.
Relacja z "Flajówki" PDF Drukuj Email
Wpisany przez Łukasz Skonecki   
Relacja Piotrka Markuszewskiego z Krajowego Treningu Szybowcowego "Flajówka".

 

Do Lisich dotarłem w sobotę rano 30 IV. Po ciepłym powitaniu przez Pomysłodawcę i Dyrektora Sportowego "Flajówki" czyli Kubę Jankowiaka i Mirka Majchrzaka, niezwłocznie udaliśmy się do naszych patyków. Niestety warunki tego dnia nie były najlepsze do wykonywania przelotów, chociaż zapoznaliśmy się z propozycją tras na ten dzień. Ponieważ trening nie musi oznaczać samych przelotów, sam osobiście poćwiczyłem celność lądowania. Niestety początkowo winda nie była dostępna z powodu odbywającego się równolegle zgrupowania modelarzy. Koledzy usytuowali się niemalże na środku lotniska, co uniemożliwiało bezpieczne strzały za windą. Jednak możliwe były hole na "200 z wiatrem". Start za nowym nabytkiem aeroklubowym był błyskawiczny, Socata Rallye 235C (czyli Gaucho jak go ochrzcił kolega Skonek) sprawuje się świetnie jako nasza nowa holówka. Nieco później możliwe były również i strzały za windą.

Po wykonaniu kilku lądowań razem z resztą ekipy postanowiliśmy powalczyć na termice nad lotniskowej. Kominy były poszarpane i warunki były rzeczywiście wymagające. Po lotach, stwierdziliśmy, że był to również bardzo dobry trening i dzień nie był zmarnowany.

Wieczorem miała miejsce fantastyczna impreza przy grillu. Niestety północne masy powietrza dawały nam się we znaki, jednak w tak fantastycznym gronie lotników i przyjaciół niska temperatura nikomu nie przeszkadzała.

Niedziela, pomimo przewidywań, okazała się fantastycznym dniem termicznym. Rokowania na odprawie były niepewne, dlatego Siara zaproponował nam do wykonania dwie trasy. Jedyna bezpieczna 105,2km oraz ambitniejsza 178,8km. Ja, jako mniej uzdolniony u doświadczony pilot zdecydowałem się wykonać krótszą trasę. Pierwszy w powietrze odważył się wybrać Wojtek Lorenc, po chwili zgłosił podstawy 1500m oraz noszenia do 4m! Jedyne co zniechęcało do startu to bardzo silny północny wiatr. Jednak nie można było narzekać tylko trzeba było lecieć! Oczywiście na początku przeceniłem swoje możliwości i po wyczepieniu na 400m nie udało mi się "załapać". Drugi start okazał się trafiony. Pierwszy komin nosił do 3m i takie też była większość noszeń tego dnia. Niezwłocznie po wykręceniu sufitu postanowiłem nie czekać i od razu udać się na przelot.

Po drodze zdarzały się bardzo silne duszenia, a pod podstawami napotykaliśmy opady śniegu. Kolega latający na pięknej Foce, wykonał nawet zdjęcia "oblodzenia" na skrzydłach – kropelki deszczu punktowo zamarzały na natarciu.

Szybkie odejście okazało się dobrym pomysłem, gdyż z trasy już, usłyszałem od Szefa Wyszkolenia przez radiu o burzy nad lotniskiem. Podstawy chmur nie były najwyższe (po trasie do 1300m), a termika naniesiona dlatego też trzeba było się pilnować, aby nie spaść za nisko. Silny wiatr utrudniał dodatkowo przelot. Osobiście najwięcej czasu zmarnowałem na "pedałowanie" pod wiatr na drugim boku. Jakoś udało się przebrnąć nad Borami i po drugim punkcie już spokojnie możliwe było wykonanie dolotu. Przez pewien czas, właśnie na tym punkcie krążyłem razem ze sporym stadem żurawii, które zdawały się nie przejmować "jakimś" patykiem który kradł ich komin. ;)

Po bezpiecznym dolocie, lądowaniu i umyciu szybowców, zabraliśmy się do zgrywania naszych osiągnięć. Dwóch kolegów zdecydowało się nie wybierać żadnej z tras zaproponowanych przez Kierownika tylko polecieli według Własnego uznania. Niestety nie wyszli na tym najlepiej. Skończyło się to dla jednego polem, a drugi zdołał bezpiecznie zawrócić.

Jedynym który wybrał dłuższą trasę był Pan Darek Dembek, który latał na Jantarze. To on mógł pochwalić się najlepszym wynikiem tego dnia. Drugi wynik "formalnie" mógłby należeć do mnie, jednak swoje punkty, które mógłbym osiągnąć, należało pomnożyć przez tak zwany "współczynnik cymbała". Ponieważ w euforii przelotowej, nie przeciąłem linii startu oraz zapomniałem aktywować trasę w lusterku. :P

Finalnie wylądowałem na ostatniej pozycji. Ponownie widać tutaj korzyści takiego treningu, gdyż znacznie gorsze skutki miało by moje gapiostwo podczas zawodów. Wyniki można podziwiać na stronie Szybowcowego Pucharu Polski na zakładce Aeroklubu Nadwiślańskiego.

Wieczorem Kuba Kubryński zaprezentował nam w kawiarence możliwości nowej wersji nawigacji lotniczej LK8000. Wszystkich bardzo zafascynowała jej funkcjonalność i możliwości.

Dzisiejszy dzień (03.05)  był tylko dniem technicznym. Z niecierpliwością wyglądaliśmy okien pomiędzy niskimi kłębiastymi chmurami, które nie zachęcały do odrywania się od ziemi. Musieliśmy niestety porzucić nadzieje i schować sprzęt. Słońce wyjrzało dopiero po południu. Koledzy maneciarze wykorzystali ten czas na porobienie KTPów na Cessnach. Mi osobiście udało się namówić Szefa W. na strefę akrobacji na naszym wspaniałym "Efie". Dzień, jak to w Lisich, nie został zmarnowany. Upłynął nam w miłej atmosferze, dobrego nastawienia i pozytywnego myślenia.

Dodatkowo uważam, iż warto wspomnieć o wyśmienitych posiłkach jakie serwowane są w stołówce aeroklubowej. Podczas niepogody, smaczny obiad naprawdę podnosi morale pilota. Wieczorem miło zakończyliśmy dzień przy "napojach gazowanych" w kawiarence aeroklubowej.

 

Serdecznie pozdrawiam i zapraszam do Lisich Kątów,

planujemy walczyć o kilometry do soboty 7 V.

 

Z lotniczymi pozdrowieniami,

Piotrek Markuszewski

 
© Aeroklub Nadwiślański 2009, Lisie Kąty 20, 86-302 Grudziądz, tel.: (0-56) 468-18-32